Te niedokręcone kilometry niech podkreślają moja dzisiejszą kapitulację... Ale od początku: Wolica - Hrubieszów - Dziekanów - Matcze - Starosiele - Dubienka - Zalew Husynne - Dubienka - Starosiele Jako, że zostałam brutalnie obudzona o 6.45 przez małą bratanicę, postanowiłam pojechać na zwiad do Husynnego, gdzie wczoraj ojciec z kumplami pojechali "na ryby". Jechało się całkiem miło Transgraniczną Trasą Turystyczną, o 9.00 - 10.00 upał jeszcze tak bardzo nie przeszkadzał. Na miejscu się schłodziłam w zalewie ;) W sumie w początkowym zamiarze nie miałam wracania do domu na rowerze, tylko zapakowanie się do samochodu. Ale, że ja się opalać nie lubię i zaczęło mi się nudzić, to powiedziałam chłopakom "adijos" i pojechałam. I tu się zaczęło wesoło. Po jakichś 5 km zaczęła mnie boleć głowa, sprawdziłam temperaturę: 38,2*C. Ekstra... A ja mam tylko 1,5l wygazowanej wody pseudomineralnej :| Ponadto wmordewind i tętno nie schodzące poniżej 160. Se myślę: "no way... no fucking way... udar cieplny mi nie miły". Dojechałam do Starosiela i zaczekałam na transport. A nóżki by pokręciły jeszcze... No :)
Ciepło... Odkrywania świata ciąg dalszy: Wolica - Czerniczyn - Masłomęcz - Modryniec - Modryń - Mircze i powrót + pętelka Hrubieszów - Brodzica - Wolica Jak dobrze, że morderczy wmordewind miałam w stronę "tam", bo chyba bym nie wróciła ;) (na minimalnym podjeździe, przy prędkości 16- 17 km/h puls dochodził do 170 :|)W połowie trasy do Mircza sprawdziłam temperaturę powietrza: 32,9*C :D W Mirczu, w cieniu: 31,5*C :D Ehhh... prawie się zagotowałam ;] Po drodze jedno przymusowe tankowanie glukozy... Kurde, coś ostatnio za często mi się zdarza :/
Krajoznawczo... Wolica - Czerniczyn - Masłomęcz - Kosmów (miał być, ale tablic żadnej nie widziałam ;)) - Ślipcze - Czumów - Gródek - Hrubieszów - Wolica
Jedno co mnie wkurza, to brak znaków wskazujących drogę na skrzyżowaniach :| Z Masłomęcza chciałam wyjechać na Kosmów, a wjechałam w jakieś chwasty po kolana :D Na szczęście spotkałam jakiegoś przystojnego ziomala z opryskiwaczem i zapytałam go o drogę, pogonił mnie jego pies. Potem, po wyjechaniu z krzaków ponownie zasięgnęłam rady, tym razem wesołego bikera pod siedemdziesiątkę, wiozącego mleko :D Później już bez przeszkód trafiłam do Hrubcia.
Dodatkowy plus posiadania pulsometru, to to, że widzę jak mi wzrasta puls przy hipoglikemii, a nie zawsze czuję spadek w miarę wcześnie. Ciekawe to :D
Po pracy... (nogi mi w d... wlazły :|)Pętelka odwrotna do standardowej, co by z nudów nie umrzeć ;) Strasznie na początku mi się jechało, a na myśl o podjazdach chciało mi się płakać... Dopiero pod koniec złapałam takiego powera, że aż się zdziwiłam, że tak szybko mogę jechać na odcinku, na którym zwykle się wlekę :D I znów fajna średnia wyszła :D
Mój ukochany szajsowaty licznik znów się zbuntował i zresetował, na szczęście mam w zwyczaju odczytywać dane tuż po zajechaniu do garażu ;) Jaki to ja miałam obwód koła? :/
Po dwóch dniach wymuszonego deszczem odpoczynku, po "sobotnich balach" standardowa i już trochę nudna pętelka: Wolica - Brodzica - Podhorce - Nieledew - Obrowiec - Hrubieszów - Świerszczów - Hrubieszów - Brodzica - Wolica
Doprawdy nie wiem co mi się stało w średnią prędkość :D Czyżby wzrost formy? :D Bo chyba nie wczorajsza śliwowica i niedobór snu... ;] A jechało mi się niemal rewelacyjnie :) Słońce, słaby wicher.
Po monotonnej pracy, w celu ulżenia kręgosłupowi, wypad do sklepu - okrężną drogą :D Wolica - Brodzica - Podhorce - Nieledew - Obrowiec - Hrubieszów - Świerszczów - Hrubieszów (Carrefour) - Wolica
Już prawie pod samym domem, zjeżdżając z niemałej górki, omal nie przejechałam dzieciaka, który mi wyjechał na rowerze na środek jezdni. Przy prędkości ponad 40 km/h nie miałam czasu oglądać się czy jakieś auto za mną nie jedzie, tylko zjechałam na przeciwległy pas... a mijając go z ust wyrwało mi się jedynie: "k***a m*ć!!!" :D To chyba rekord mojej średniej prędkości :D Wiatru nie było prawie wcale :P
Żadna muszka mi do oka nie wpadła :D Jedną tylko chyba połknęłam, ale nie jestem pewna ;]
Pozdrowionka dla zaglądających, jak również dla tych, którzy nie mogą tu zajrzeć z racji odcięcia neta ;)
Dziś pojechałam pozwiedzać i pooglądać widoki. Napotkałam nawet w Gródku "nadgraniczny szlak turystyczny" :D Niestety piękna dróżka skończyła się po 700 m rozwidleniem: przy jednym znak: wstęp wzbroniony, teren służb kolejowych (czy jakoś tak), a przy drugim znak: zakaz wjazdu, nie dotyczy Służb Granicznych i maszyn rolniczych. Niestety dziś pługa ze sobą nie miałam, więc wolałam nie ryzykować zahaltowania przez Straż Graniczną i zawróciłam. Ładny mi "szlak turystyczny" :|Potem przez Hrubieszów do Brodzicy, tam nad rzeczkę Huczwę, pogryzły mnie komary, zjadłam batona i wróciłam do domu, zahaczając o "treściwy" podjazd ;) Pogoda super, słońce, wiatru prawie brak :D
To nie było kółko, to była ósemka ;) I był najazd na Cukrownię Werbkowice - polnymi drogami "od tyłu". W razie kryzysu mogłam czuć się bezpiecznie, magazyn cukru był blisko :D A tak w ogóle to był wymuszony dystans, źle mi się jechało... Wmordewind co jakiś czas :/ Dzięki niebiosom za stworzenie Dextro Energy, które żarłam "w biegu". Dobrze, że chociaż noga przestała mnie boleć, na razie...
Przed jazdą w końcu mój rumak doczekał się kąpieli i gdyby mógł, to pewnie by zamruczał z zadowolenia przy czyszczeniu, a później przy smarowaniu :D
Mega dystans... Ale po prostu więcej nie dałam rady :/ Musiałam sprawdzić czy mocno mnie boli noga. No i ten tego... shit jest :( Przez to, że w SPD-ach jest inny mechanizm pedałowania odnowiła mi się (po raz kolejny) ubiegłoroczna kontuzja. Do tego małe niedocukrzenie po drodze :/ Rewelacja, żyć nie umierać :D Wiatr mało mi głowy nie urwał... No i ominął mnie rajd z HnR na Ukrainę (135 km).
Pozdrowionka dla zaglądających :) I dla tych czytających mojego bikeloga o 3.00 nad ranem, niekoniecznie z nudów ;):P
Pomykam dla przyjemności po okolicy, a mój rower to Kross Raven Meadow - oponki na większy teren się nie nadają, ale dają radę na naszym polskim asfalcie, który czasem trudno zaliczyć do kategorii "szosa" ;)