Surfing między dwiema burzami Ale fajna zabawa :D Ostatnie kilometry w lekkim deszczu i z wdupechuraganem :D A najlepsze jest to, że jak byłam już przed samym domem, to się mały żywioł rozpętał ;] Jednak główną atrakcją wyjazdu było coś innego... A mianowicie omal nie miałam kraksy z ...kozą :DDD Jadę sobie, jadę moją standardową pętelką przez Nieledew, nagle patrzę: kozy na poboczu po lewej, jedna na szosie. No to sobie jadę dalej, uważnie je obserwując i myśląc: "co za idiota właściciel nie pilnuje dobytku?" ;) Jadę tak sobie wpatrzona w urocze zwierzaczki, że nie zauważyłam, że na poboczu po prawej TEŻ SĄ KOZY, a dokładniej młodziutkie kózki, które się mnie przestraszyły i postanowiły wrócić do mamusi tuż przed moim kołem :| O zgrozo... mało nie dostałam zawału serca :D Heh... Parę kilometrów dalej, jak już stwierdziłam, że trzeba uciekać przed burzą, minęłam jakichś dwóch małych chłopców na rowerach i za sobą usłyszałam tylko okrzyk: "to dziewczyna!" Hahahaha :D
Miałam ambitny plan wyjechać z domu i do wieczora nie wracać... Celem był Zamość. Ale jakoś tak mi się odechciało, zapomniałam przykręcić błotniki, deszcz wisiał w powietrzu. Trasa drogą nr 74. Dojechałam do Horyszowa z lekkim wmordewindem, nawrotka i uciekanie przed deszczem (udało się ;)). Na koniec zahaczyłam o Hrubieszów w celu zrobienia zakupów.
Może jeszcze się wytoczę z domu dzisiaj...
* * * * 10,5 km boląca pętelka wieczorkiem. Na ostatnim podjeździe, przy wyjeździe z Hrubieszowa drogą nr 74 napatoczył mi się ogromny kombajn, który jechał z prędkością 5 km/h :| Z przeciwka sznur samochodów, z prawej krawężnik po kolana i żywopłot. Miałam do wyboru albo iść pieszo za wehikułem :D, albo przedzierać się przez żywopłot na chodnik. Oczywiście, że pojechałam chodnikiem ;)
Wniosek z wieczornej jazdy jeden: jeszcze trochę i przyjdzie mi zamienić rower na balkonik :/
"Wszystko, co robię, robię dla Ciebe Czy ty to wiesz, czy tego nie wiesz..." Jechałam nieprzytomnie trasą, którą znam dokładnie na pamięć, a po głowie tłukły mi się w kółko te same myśli. Rower jest wspaniałym słuchaczem... słuchaczem niewypowiedzianych na głos skarg. Pełnych żalu i frustracji...
Dzisiejsza jazda była co do centymetra poświęcona dla mojej słodkiej przyjaciółki. Nienawidzę jej. NIENAWIDZĘ JEJ :( Dziś był dzień, w którym wszystko wydawało się trzy razy trudniejsze :( średni puls 142
Rekreacja na wakacjach... czyli nic ciekawego, zbuntowałam się i porzuciłam krzaki. Zachodzące słońce goniłam trasą: Wolica - Brodzica - Gozdów - Terebiniec - Alojzów - Hrubieszów - Czerniczyn - Łotoszyny - Hrubieszów - Wolica Wiatr nie przeszkadzał. Średni puls 131.
Dziś pojechałam na 50 rajd HnR. Miało być krótko (32 km) ale jakoś więcej wyszło ;) Nie zmierzyłam czasu jazdy, ale średnia to była podejrzewam około 16-17 km/h - masakra :D No ale miło jest czasem pogadać z jakimś innym szalonym bikerem, a nie tłuc się ciągle samej :) A że był to rajd jubileuszowy, to na mecie były kiełbaski z ogniska, tort i szampan, hahaha... A także konkurs z nagrodami (starzy, a jak dzieci :D)Normalnie aż musiałam wziąć w nim udział ;] Wylosowałam pytanie z mojej dziedziny (ha!, jakże bym mogła nie wiedzieć ;]): brokuł to: a) owad, b) warzywo? ;] Wygrałam półtorametrową plastkikową maczugę <rotfl> Jak później powiedziałam, że zrzekam się nagrody, bo nie mam jak jej do domu zabrać, to dostałam w zamian preparat do konserwacji BRUNOX :D Do domu wracałam okrężną drogą 12 km i już własnym tempem, w celu częściowego zużytkowania potężnej porcji tortu (a był mniammm... nieziemski ;)) Prawie mi się udało dodać zdjęcie :D
Uwolnić glikogen z mięśni... W końcu się udało wcześniej wyjść z krzaków i nie było to spowodowane ulewą :D Uwielbiam to uczucie, kiedy po dłuższej przerwie wsiadam na rower. Taki ...przypływ MOCY :D Zachodzące słońce goniłam trasą: Wolica - Czerniczyn - Metelin - Brodzica - Alojzów - Gozdów - Brodzica(ta druga) - Wolica
Wyjechałam przed południem, bo pogoda iście burzowa, a ja nie mam ochoty na jazdę z piorunami po południu ;) Trasa wymyślona w drodze, trochę pobłądzona: Wolica - Brodzica - Gozdów - Terebiniec - Terebiń - Alojzów - Brodzica (nie ta co na początku, inna... to dziwne, że w odległości 3 km są dwie miejscowości o tej samej nazwie :D) - Metelin - Łotoszyny - Hrubieszów (Carrefour) - Wolica. Walka z wiatrem... ale i tak dobrze mi się jechało. Jak widać kondycja z rana jest lepsza - średni puls 137 i ani razu nie wskoczyłam w strefę beztlenową :) Wyjechałam też sprawdzić czy biodro boli mnie bardziej niż wczoraj, kiedy to chyba rozgrzewki zabrakło czy cuś... bo już dawno mnie nie bolało, a tu wczoraj zonk :/ No ale podczas jazdy jest nie najgorzej... gorzej podczas chodzenia :/ Ehhh... starość nie radość ;) Wyjeżdżając z Hrubieszowa spotkałam starszego bikera z HnR i przejechałam z nim całe dwa kilometry, najpierw siedząc mu na kole, później się przywitałam, ponarzekaliśmy na wiatr i skręciłam w swoją stronę. Jak tylko odstawiłam rower do garażu zaczął kropić deszcz :D
W ramach odpoczynku, po wyjściu z krzaków ...porzeczek ;) Zjadłam tylko jedną muchę, a byłam przed kolacją, szkoda, liczyłam na więcej ;) Jechało mi się bardzo dobrze, ale nie mogłam dłużej, bo późno... Goniłam zachodzące słońce, szkoda, że nie mam aparatu :( Kurcze, zimno już się robi wieczorami, u Was też? ;) Trasa ta sama co zawsze: przez Brodzicę, Nieledew, Hrubieszów. Wciąż w okolicznych wioskach ludzie się na mnie dziwnie gapią :D
Co do Białowieży... nie jadę, przemyślałam i znalazłam kilka powodów, m.in. dystans ok 800 km w 7 dni - nie wiem jak by się moja koleżanka cukrzyca zachowała w tych warunkach, a nie chciałabym "w razie czego" komplikować harmonogramu wyjazdu ;) Muszę ją jeszcze potrenować trochę ;)
Do Hermesu po nowy licznik... Kupiłam Gianta za 49 zł (zapłaciłam 40 ;)), nie zwróciłam uwagi tylko, że nie mierzy czasu jazdy ani średniej prędkości :/ No nic, ale może za to wytrzyma parę sezonów ;)
Przy okazji się dowiedziałam, że mam 2 dni na zdecydowanie się czy jadę do Białowieży ( 3 dni "do", 2 dni "tam" i 2 dni "powrót"). Nie jestem pewna swojej kondycji... No ale sami herosi to tam nie jadą, więc... kusi mnie ;)
Dystans wpisany na oko z pamięci, bo licznik dał dupy i się zepsuł :/ Chyba jazda w 40-stopniowym upale mu zaszkodziła ;) Ale tak to jest jak się oszczędza i kupuje najtaniej...
Krótko, ale treściwie, wyjechałam w celu skatowania się. Jeszcze jeden dzień przerwy spowodowanej deszczem i pracą i bym chyba wybuchła ;) Średni puls 161. A jutro ma znowu padać... ;( Więc jeśli nie będę siedzieć w krzakach i zrywać porzeczek, to i tak nie pojeżdżę ;(
Pomykam dla przyjemności po okolicy, a mój rower to Kross Raven Meadow - oponki na większy teren się nie nadają, ale dają radę na naszym polskim asfalcie, który czasem trudno zaliczyć do kategorii "szosa" ;)