Pierwszy zgon :/ Ja pierdzielę, co za jazda... Przepraszam za przekleństwa, ale kurwa mać, siedziałam na krawężniku, rowerzyści mnie mijali... mijali... i mijali, a ja powoli odzyskiwałam wzrok i czekałam aż mi przestaną się ręce telepać. Całe szczęście, że przechodząc przez ul. Krochmalną musiałam zejść z roweru, bo wtedy poczułam, że grunt pod nogami nie jest zbyt stabilny :/ No ale tak ogólnie, to jazda spoko, pogoda spoko, przejazd pod Mełgiewską otwarty... Żyć nie umierać ;]
Komentarze (6)
...poprostu musisz więcej jezdzic w strefie tlenowej ;)
Gdybym leżała gdzieś przy ścieżce, to pewnie ktoś by się zatrzymał. Chociażby po to, żeby zabrać mi odtwarzacz mp3 i telefon :D Wojtas, "zgon" w sensie, że nie byłam w stanie dalej jechać, po prostu totalne "nie" ze strony niedocukrzonych neuronów. Dziwne, bo było 46 mg%.
.......jeszcze nigdy nie jechałem pod mełgiewską ;) trzeba będzie kiedyś przetestować to nowatorskie rozwiązanie komunikacyjne ;) no i mam nadzieje, że ten kryzys to chwilowy :)
Pomykam dla przyjemności po okolicy, a mój rower to Kross Raven Meadow - oponki na większy teren się nie nadają, ale dają radę na naszym polskim asfalcie, który czasem trudno zaliczyć do kategorii "szosa" ;)