Wyjazd porażka... Na sam początek,

Piątek, 11 kwietnia 2008 · Komentarze(5)
Wyjazd porażka... Na sam początek, na osiedlowej drodze jakiś ćwok jadący z naprzeciwka chciał chyba zobaczyć jak ląduję w żywopłocie zajeżdżając mi drogę mimo, że po swojej prawej miał jeszcze duuużo miejsca. Zatrzymałam się burakowi prawie na masce ;]
Później, na jakimś szóstym kilometrze robiąc zwrot o 90 stopni moim oczom po prawej ukazała się czarna chmura na niebie wywołująca okrzyk: "o k**wa! Zawróciłam w kierunku domu i kręciłam się po okolicy w oczekiwaniu na deszcz. Nie spadł :/
A że nie lubię jeździć bez celu, pomyślałam, że pojadę do Carrefoura po coś do jedzenia, bo nie mam nic w lodówce. Jak już starannie przypięłam rower, to mi się przypomniało, że przecież nie wzięłam pieniędzy :/
Potem jeszcze wkurwiłam jakiegoś kierowcę wymuszając pierwszeństwo "bo mi się nie chciało zatrzymywać" i wróciłam do domu.

Komentarze (5)

Matko, czytając kawałek o przypięciu rowerka przy Kerfurze już spodziewałem się najgorszego.. A być może to na szczęście zapomniałaś kasy? Myślałem, że ktoś Ci rowerek buchnął, to by dopiero była tragedia :P

Pozdro ;) I.. jutro będzie lepiej :P

vanhelsing 22:19 sobota, 12 kwietnia 2008

Karla, cukier rewelacja :) Poważniejsze hipo w czasie jazdy jeszcze mi się nie przytrafiło, panuję nad sytuacją ;) Jedynie to noce cierpią :/ A i tak z bazy zeszłam już o 4j :D

aliszja 23:33 piątek, 11 kwietnia 2008

Al:)hahaha nooo az mi sie pychol uśmiecha jak czytam twoją przejażdżkę:)
a co do wkur...kierowcy;)może cukier spadl?
jak w ogole z cukrem?
pozdrowionka

karla76 21:29 piątek, 11 kwietnia 2008

hehe, emocje też się czasem przydają ;]

aliszja 21:16 piątek, 11 kwietnia 2008

heheh, dobry opis :) taki emocjonalny :) pech co najmniej jak "trzynastegowpiątek". Co do deszczu, spadło go troche w zachodniej części Lublina, później nawet ładna tęcza sie pojawiła :)

pavlo 20:41 piątek, 11 kwietnia 2008
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa ktakj

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]