Tour de Hrubieszów
Lublin - Piaski - Krasnystaw - Hrubieszów (rozdrabniać się nie będę ;)).
Przyznam, że nie było łatwo, a już zwłaszcza ostatnie 30 km nie były łatwe ;)
Prawie bez przygód. A mianowicie, po morderczym podjeździe w Łopienniku Nadrzecznym zrobiłam sobie dłuższy postój. I tam najpierw straciłam 0,5l napoju izotonicznego, bo przewróciłam odkręcony bidon, a później ruszając z parkingu zaliczyłam pierwszą "spd-ową" glebę ;] Nie wiem jak ja to zrobiłam, pewnie mój lewy neuron przysnął. Na szczęście chyba nikt tego nie widział, bo musiało wyglądać przekomicznie :D No i lewe kolano oraz prawa ręka straciły pierwotny wygląd... W Krasnymstawie wizyta w aptece po wodę utlenioną, wydłubywanie kamyczków z kolana i jazda dalej :D
Ale tak w ogóle to suuuper ;)
Przyznam się tylko, że oszukiwałam, bo śledziłam od kilku dni kierunek wiatru na mapie pogody i gdyby nie był w plecy, to nie wiem czy bym pojechała ;)
Pozdrowionka dla zaglądających :)

